Ile to się robi? To drugie najczęstsze pytanie, jakie słyszymy (pierwsze brzmi: jak to pić?). Krótka odpowiedź: od roku do kilku lat. Dłuższa poniżej.
1. Pasieka (maj-sierpień)
Wszystko zaczyna się od pożytków Jury Krakowsko-Częstochowskiej: łąk, lasów i sadów z dala od wielkich upraw. Miód z własnych pasiek to nasz fundament. Wiemy dokładnie, skąd jest i kiedy był zebrany, a bez tej pewności cała reszta nie miałaby sensu.
2. Nastaw zamiast sycenia
Miód łączymy z wodą w proporcji zależnej od stylu. I tu ważna rzecz: naszych miodów nie sycimy. Brzeczki nie gotujemy w ogóle, dzięki czemu zostaje w niej dużo więcej delikatnych aromatów świeżego miodu. To trudniejsza droga - surowa brzeczka jest wrażliwsza i wymaga czystej, uważnej pracy na małą skalę - ale nagroda w kieliszku jest tego warta.
3. Fermentacja (tygodnie i miesiące)
Drożdże pracują powoli, bo miodowa brzeczka to dla nich wymagające środowisko. Pilnujemy temperatury i cierpliwie czekamy. Tu nie ma nic do przyspieszenia. Każda próba pójścia na skróty kończy się w smaku.
4. Dojrzewanie (miesiące i lata)
Młody miód pitny bywa szorstki i rozedrgany. Dopiero cisza piwnicy skleja go w całość: słodycz siada na miejsce, alkohol łagodnieje, pojawia się głębia. Nasze trójniaki dojrzewają zwykle około roku, Wybornik znacznie dłużej.
5. Butelka
Butelkujemy małymi partiami, ręcznie. Każda butelka, którą zamawiacie w sklepie, przeszła całą tę drogę: od konkretnej pasieki, przez konkretny zbiornik, po naszą piwnicę. Małe partie mają swoją cenę, ale mają też twarz. Naszą.
