Sezon pasieczny nie zaczyna się w maju przy miodarce. Zaczyna się w marcu, przy pierwszym oblocie, kiedy z niepokojem liczymy, ile rodzin przetrwało zimę.
Pierwszy oblot: dzień prawdy
Słoneczny dzień powyżej 10-12°C i pasieka budzi się z hukiem. Pszczoły wylatują na oblot oczyszczający. Doświadczone oko już z daleka widzi, która rodzina jest silna, a która ledwo zipie.
Przegląd wiosenny
Przy pierwszym pełnym przeglądzie sprawdzam trzy rzeczy. Czy jest matka (świeży czerw znaczy, że jest). Ile zapasów zostało po zimie. Jaka jest siła rodziny, czyli ile uliczek obsiadają pszczoły. Słabe rodziny łączymy, głodne dokarmiamy. Kwiecień bywa zdradliwy, przedwiośnie potrafi zabrać więcej rodzin niż mrozy.
Poszerzanie gniazd
Gdy ruszy czerwienie i pożytki, rodzina rośnie w tempie wykładniczym, nawet o 2000 pszczół dziennie. Naszym zadaniem jest nadążyć: dokładać ramki i węzę tak, żeby pszczoły miały gdzie pracować, a matka gdzie czerwić. Za ciasno znaczy nastrój rojowy i połowa pszczół ucieka z własnym start-upem.
Co z tego wynika dla miodu
Silna rodzina na początek głównych pożytków to być albo nie być zbiorów. Cała wiosenna robota, te przeglądy w kucki, podkurzacz i dźwiganie korpusów, to inwestycja w to, co latem trafi do beczek, a potem do naszych miodów pitnych. W tej rodzinie każdy dokłada rękę: ja prowadzę pszczoły i nastawy, Wiola pilnuje jakości i dokumentów, a synowie pomagają na każdym etapie.
